Źródło Łaski

Świadectwa

Każde rekolekcje Odnowy w Duchu Świętym przeżywam intensywnie, zawsze są one także intensywne jeśli chodzi o plan rekolekcji. To wyjątkowy czas, bo jest on jak pobyt w domu naszego Ojca niebieskiego. Teraz też tak było. Już po pierwszej modlitwie, zmienia się atmosfera, czuło się, że weszliśmy w Bożą obecność. I myślę, że nie ja jedna tego doświadczyłam. To była atmosfera jaka panuje w Królestwie Bożym, jestem tego pewna. Nie umiałabym dokładnie wytłumaczyć na czym to polega, wiem, że Pan nasz Jezus Chrystus jest wtedy obecny. Zostałam na tych rekolekcjach poproszona, aby modlić się wstawienniczo. Nie mam dużego doświadczenia w tej posłudze, jednak dla Boga nie ma to znaczenia. Przekonałam się o tym właśnie wtedy. Myślę, że w tej posłudze ważna jest miłość do bliźniego, do której uzdolnić może nas tylko sam Bóg i wiara, że Bóg kocha nas niezależnie od tego, kim jesteśmy, jak postępujemy, czy o co się modlimy. Napełniało mnie ogromną wdzięcznością i miłością to jak Bóg posługiwał się nami wstawiennikami. Na tak wręcz namacalną obecność Boga i Ducha Świętego poruszającego się w nas, bez wątpienia miały wpływ wiara i charyzma księdza Krystiana Charchuta, który prowadził rekolekcje. Dzięki jego świadectwu, na nowo pokochałam Matkę Bożą i powróciłam do codziennego odmawiania różańca.

Lucyna (26.02.2024)


Podczas Mszy świętej ostatniego dnia rekolekcji przed Komunią Świętą uświadomiłam sobie, że nie przełożyłam komunikantu dla siebie. Przez chwile pomyślałam - jak to Panie, nie będę mogła Cię dziś przyjąć? Jeśli tak to przyjmuję to. I za chwilę usłyszałam słowa pieśni, którą zaczęła śpiewać diakonia „nie zabraknie mi nigdy chleba”. I z ufnością podeszłam do Komunii. Chleba nie zabrakło! Po Eucharystii ks. Krystian pomodlił się jeszcze nad dziećmi. Zapytałam, w drodze do domu z rekolekcji, swoją 4,5 letnią córeczkę, czy doświadczyła czegoś w chwili, kiedy ksiądz położył jej ręce na głowę i się pomodlił. Widziałam, że się uśmiechnęła wtedy tak, jakby ze szczęścia. Odpowiedziała mi: „poczułam miłość Jezusa i Maryi”. Chwała Panu!

Jowita (19.02.2024)
Zanim dowiedziałam się o tych rekolekcjach już wcześniej miałam pragnienie, żeby pojechać na rekolekcje wyjazdowe. Dzięki Bogu pragnienie się spełniło. Przypominałam sobie o wielu rzeczach, które już kiedyś były głoszone i poszerzyłam wiadomości na temat zagrożeń duchowych, czego unikać, w co nie wchodzić. Ważna tez była adoracja, ponieważ wszystko co mnie boli i wszystkich, którzy mnie prosili o modlitwę mogłam powierzyć Panu Jezusowi. W milej atmosferze spędziłam czas rekolekcji. Dziękuje Panu Bogu i organizatorom za ten czas.

Maria (22.02.2024)
Padła propozycja i zachęta. Wtedy podziękowałam za przypomnienie i za troskę, ale decyzja była taka, że nie jedziemy, bo potrzebujemy może więcej czasu, a może też zmiany pewnych okoliczności, które nas osobiście dotyczą. Po prostu nie byłam pewna, czy w naszej konkretnej sytuacji chcemy gdzieś w ogóle jechać. Tak było do czasu spotkania w kościele parafialnym z księdzem Krystianem, który mówił tak o Bogu, o tym że On chce uzdrawiać, że pomyślałam sobie, że nie szkoda mi ani czasu ani pieniędzy, że ja chcę tego spotkania w Krzydlinie. Zaproponowałam mężowi no i pojechaliśmy. Wydarzyło się tam wiele dobra, był to piękny czas spotkania z Bogiem i z ludźmi, za który jestem wdzięczna. Byliśmy serdecznie przyjęci, doświadczyliśmy życzliwego zainteresowania, uśmiechu, przyjaznej rozmowy. Bliżej poznaliśmy osoby z Kiełczowa i okolic. Na tych rekolekcjach usłyszeliśmy o Bogu, który chce uwalniać od wpływu złego ducha, który przez różne okoliczności życia kolonizuje różne zakamarki naszej duszy i blokuje działanie łaski Bożej. A Bóg chce uzdrawiać te zranione miejsca w sercu. I usłyszeliśmy świadectwa osób, w których życiu Bóg rzeczywiście zainterweniował. Tego nie zastąpi żadna teoria. Skorzystaliśmy też z modlitwy wstawienniczej. Zobaczyliśmy jak osoby ze wspólnoty Jezusa Miłosiernego z Kiełczowa i Źródło Łaski z Wrocławia na ul. Litewskiej chciały poświęcić swój czas i zaangażowanie, żeby służyć modlitwą wstawienniczą w intencji tych, którzy do tej modlitwy podchodzili. Jestem bardzo wdzięczna i czuję się obdarowana. Mam przekonanie, że w relację z Bogiem można i trzeba wchodzić głębiej, wiedziałam to już wcześniej, bo inaczej grozi nam sztywność w relacji. A ksiądz Krystian nazwał to tak: „Legalizm to ulubiona metoda złego ducha, bo żeruje na ludziach pobożnych. Zabija ducha. Matka Boża z Medjugorje mówi, żeby modlić się sercem - wnętrzem. Tego dokonać może tylko Duch Święty”. Tak, każda relacja wymaga pielęgnacji, a te rekolekcje były dla nas spotkaniem z żywym Bogiem i wspólnotą wierzących w Niego. Były dla mnie i dla męża liftingiem duchowym. Dziękuję Bogu i wam za tą waszą gotowość służby i świadectwo wiary.

Renata (25.02.2024)
Jak mógł wyglądać koniec dnia uczniów przy Jezusie? Wracają z posługi zmęczeni "do domu", mają pełne głowy i serca napełnione cudami, które mogli widzieć. I choć ciało zmęczone, serce jest już rozpalone. Jutro wyruszą znowu z Jezusem posługiwać. Tak właśnie czuję się po rekolekcjach „Droga do pokoju”. Doświadczyłam radości, pokoju, miłości, Bożej Obecności, obecności Maryi, jej pokory, swojej słabości i tego jak jestem niczym w porównaniu z ogromem Bożego Miłosierdzia, a jednocześnie jak jestem cenna w Jego oczach. Jak Jezus dotyka mnie, mojego męża, moje dzieci i przemienia nasze serca. Jak Jego łaska spływa na nas i umacnia. Zobaczyłam Jezusa, który kocha swoje dzieci, przygarnia je i nigdy nie pozostawia same. Zobaczyłam Żywego Boga, żywy, piękny Kościół. Ucieszyłam się innymi ludźmi. Odczułam ogrom miłości do nich, nawet momentami w trudnych sytuacjach relacyjnych. Otrzymałam łaskę innego spojrzenia na bliźniego, pełnego miłości. Moje serce zapłonęło ku jeszcze bardziej żarliwemu głoszeniu Ewangelii. Niech Chrystus będzie jeszcze bardziej znany i kochany! Niech cały świat się dowie, że On jest!

Aleksandra (18.02.2024)
Postaram się krótko opisać, co się zadziało. To, że nie byłam w stanie robić zdjęć... to drobnostka, bo nie byłam w stanie nic zrobić. Odcięło mnie od jakiegokolwiek działania. Ciągle płynęły mi łzy, których nie chciałam... Na różańcu, na Mszy, na adoracji, na małej grupce... Tylko pustka, czułam, jak coś mnie przygniata coraz bardziej do ziemi i że nie ma dla mnie ratunku... a nie potrafiłam nikomu powiedzieć o tym. W trakcie sobotniej Mszy Św., nie wiedząc, co się dzieje powiedziałam tylko tyle: "Panie Jezu, już nie wiem, o co mam Cię prosić... Oddaję to wszystko Tobie, Ty się tym zajmij". I się zajął. Po Komunii zaczęły wracać mi siły. Potem modlitwa wstawiennicza... kolejny zastrzyk nadziei. W końcu moje kamienne serce, które nie dopuszczało do siebie Boga, zostało rozkruszone i otrzymałam nowe serce -serce żywe, bijące i otwarte! Dziś Bóg kontynuował ten proces uwalniania, a w szczególności w trakcie Eucharystii. Wielokrotnie dał mi odczuć, jak nakłada na moją głowę dłonie, z których biło niesamowite ciepło, jakby prąd, który przechodził przez całe ciało. Uwolnił mnie od zniewalającego lęku, od napięcia, które coraz bardziej utrudniało mi normalne funkcjonowanie. Nigdy nie doświadczyłam tak "namacalnie" Jego działania. Nie spodziewałam się, że tyle dobra doświadczę. Zawsze uważałam, że nie zasługuję (ukryta pycha)... I te rekolekcje stały się okazją, dzięki której w końcu pokornie przyjęłam naprawdę Jego miłość.
Chwała Panu!

Ela (19.02.2024)
Jestem bardzo wdzięczna za rekolekcje , które dały mi dużo radości i pokoju serca. Spotkałam wspaniałych ludzi, którzy tak jak ja kochają Boga. Wracam do domu przepełniona miłością Jezusa! Bóg zapłać!

Gosia (19.02.2024)
Dziękujemy, szczególnie za zaproszenie na rekolekcje, były nam bardzo potrzebne, nie spodziewalibyśmy się wcześniej jak bardzo.

Ewa (19.02.2024)
Myślałam, że z czasem mój "optymizm" będzie malał, a wygląda na to, że jeszcze więcej odkrywam obszarów, gdzie doszło do totalnej zmiany. Jakby po kolei Bóg przemieniał kolejne miejsca, w których niedomagałam... Mam wrażenie, jakby w końcu przeszłość nie miała nade mną władzy, a i przyszłość nie budzi lęku. To tak piękne, że zastanawiam się, czy to dzieje się naprawdę... Wielokrotnie słyszałam o różnych uzdrowieniach, jakich doświadczają ludzie od Jezusa, ale nigdy nie dopuszczałam nawet do siebie myśli, że u mnie jest to możliwe, a już szczególnie fizyczne. Dziś sprzątając w mieszkaniu zaczęłam zauważać, że odzyskałam ruchomość w lewym biodrze i stawie skokowym (wielokrotnie skręcony), przez to była dysproporcja między lewą, a prawą stroną ciała (co dopiero mi uświadomiła moja lekarka, jak badała mi kręgosłup niedawno) - podobno kilka cm. Dlatego chodziłam zgarbiona, od lat stale bolał mnie odcinek krzyżowo-lędźwiowy, nawet nie wiedziałam, jak to jest, jak nie boli. W kościele wstyd mi było, bo nie byłam w stanie klęczeć dłuższy czas...często na siłę zostawałam na kolanach, bo co ludzie powiedzą... Chyba jeszcze do mnie nie dociera, ale wygląda na to, że Pan Jezus wyprostował mi cały kręgosłup. Szczęka mi opadła i póki co, jeszcze się nie pozbierała. Jak będę u lekarki to poproszę, żeby obejrzała kręgosłup... Ilość dobroci chyba mnie przerosła. Ale jeszcze raz sprawdziłam, ramiona mam równe, miałam też tzw. wdowi garb. Nie ma go. Najlepsze jest to, że nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby prosić o jakiekolwiek uzdrowienie fizyczne. I zdaje sobie sprawę, że tu ani grama mojej zasługi nie ma, że to z miłości od Boga.

Ela (21.02.2024)

Rekolekcje "Zawierzenia się Jezusowi przez Maryję" są odpowiedzią na moją modlitwę. Dokładnie 21 października, w moje 43 urodziny dowiedziałam się, że jestem po raz szósty w ciąży. Z mężem jesteśmy rodzicami piątki dzieci ( już na ziemi:) Moją pierwszą reakcją był ogromny lęk i zwątpienie. Czułam, że nie mam sił fizycznych i psychicznych, że totalnie tego nie zaplanowaliśmy. W mojej głowie i sercu cała masa wątpliwości jeśli chodzi o sprawy wychowania i przyszłości. Wyrzuty sumienia, że nie potrafię cieszyć się z NOWEGO ŻYCIA. Moja modlitwa brzmiała: " Uwielbiam Cię Jezu mimo, że we mnie jest lęk. Poprowadź mnie". Po kilku dniach przyszło zaproszenie na rekolekcje. Jestem przekonana, że to odpowiedź na moją modlitwę. Każdego dnia bardziej ufam i chcę kochać Maryję. Pragnę się jej zawierzać i oddawać wszystko czym żyję. Matka Boża prowadzi mnie codziennie poprzez różne szczególne wydarzenia. Jest ich całe mnóstwo. Oprócz tego, że wiele osób okazało mi konkretne wsparcie oraz modlitwę, rozwiązało się wiele spraw, o które się martwiłam: praca, odnalezienie lekarza na NFZ. Radość mojego męża i dzieci z "NOWEGO Członka naszej rodziny" dodaje mi sił. Najważniejsze, że jestem przekonana, że ten maleńki człowiek pod moim sercem przyprowadził mnie do Matki Bożej. Chcę ofiarowywać wszystkie niedogodności, np. moje złe samopoczucie, brak sił w intencji grzeszników. W każdej chwili ofiarowywać siebie, moją rodzinę, maleństwo, wszystkich i wszystko w ręce Matki Bożej.

Elżbieta B. (5.12.2023)

Dziś jest 20 dzień rekolekcji Oddanie 33. Rano czytalam mojej córeczce bajkę o "Wilku i siedmiu koźlętach". Na koniec rozmawiałyśmy na temat morału płynącego z bajki. Nie wolno wpuszczać do domu nieznajomych, że tylko dorośli - mama, tata i starsi bracia, mogą otwierać drzwi. Nagle padało z jej ust pytanie - "A co kiedy do domu przyjdzie złodziej ?" Zapytałam - "a co byś zrobiła?" Szczerze mówiąc po tej bajce myślałam, że odpowie, że schowałaby się gdzieś jak mały koziołek. Wtedy ku mojemu zaskoczeniu usłyszałam odpowiedź 3,5 latki: "Ja mam Maryję, Ona mnie obroni".

A dziś czytamy.... "Aby ich ratować" - te trzy proste słowa rzucają ważne światło na wszelkie "objawienia maryjne" (...) Spójrzymy na objawienia maryjne oczyma dziecka
Oto Matka, która kontaktuje się i rozmawia ze swoimi dziećmi. NAJBARDZIEJ NATURALNA RZECZ NA ŚWIECIE.
Dzieci są w niebezpieczeństwie.
Co zrobi dobra mama?
Interweniuje, reaguje, podejmuje działania i próby ratowania swych pociech.
TAK DZIAŁA MIŁOŚĆ. (...)
MARYJA jest naszym RATUNKIEM.
Obyśmy mieli wiarę i ufność dziecka. 🙏❤️👶🏻

Aleksandra & Marysia (24.11.2023)

Chciałbym się z Wami podzielić dość niedawnym doświadczeniem. Sprawa dotyczy dziesięciny, a więc dla niektórych z nas, dla mnie też do niedawna, dość newralgicznego zagadnienia. Jeszcze kilka lat temu dziesięcina kojarzyła się mi z czymś archaicznym, jakimś dodatkowym podatkiem, czy dodatkowym obciążeniem! Czy mało tego płacę? Z czymś, w czym nie widać sensu, co każdy zdrowo myślący człowiek powinien odrzucić po prostu i nie tylko wtedy gdy "ciężko koniec z końcem związać”. Owszem wspierałem (ja dość sporadycznie, żona regularnie) czy to klasztor lub misje, czy jakieś fundacje, lub inne tzw. Cele Boże. Pomagaliśmy też osobom potrzebującym z naszego otoczenia. Spotykałem jednak coraz częściej „zakręconych ludzi”, którzy z założenia odkładali na osobne konto „Boże pieniądze” – nie traktowali ich jako swoich i starali się mądrze je wydać i zagospodarować, tak by służyły i ubogim i przyczyniały się do rozwoju służby Bogu. Momentem przełomowym była jednak postawa mojej żony, która zawstydziła mnie lekko. Otóż z dwa lata temu, przy rozliczeniu PIT, chyba za 2019 rok, okazało się, że dla Karmelu co miesiąc odprowadzała 10% swojej pensji. Od tej pory staram się dotrzymywać jej kroku, choć w bardziej zróżnicowanej formie. Ale tak naprawdę, może jest ważniejszy aspekt dziesięciny. Kilka miesięcy temu zrodziło się w mojej głowie takie pytanie. Czy aby Bóg chce naprawdę tylko takiej dziesięciny? Czy nie zaprasza mnie bym oddał Mu dziesięcinę z tego wszystkiego co posiadam? Bo wszystko co mam, jest darem od Niego dla mnie. A co jest dla mnie najcenniejsze, najbardziej deficytowe, czego mi zawsze brakuje i nigdy nie jest wystarczająco dużo? Otóż jest to dla mnie i pewnie dla wielu z Was - czas! Zadałem więc sobie pytanie, ile czasu poświęcam na sprawy Boże: modlitwę, Eucharystię, czytanie Słowa Bożego. Z zegarkiem w ręku próbowałem to policzyć i … wyszło słabo – sami pewnie wiecie. A 10% z doby, to aż 2 godziny 24 minuty. Czasem to nawet tej końcówki nie „wyrabiałem”. No i trafił się „przypadek” (nieprzypadkowy zapewne), że w gronie Braterstwa Serc Pustelni zostało uruchomione w jakiejś pilnej intencji Jerycho Różańcowe. Siedmiodniowa sztafeta 24/7 przez godzinę modlitwy na różańcu. Nie było jednak osoby chętnej by obstawić przez 7 dni godzinę 1:00-2:00. Nie wiedząc na co się porywam zdeklarowałem się więc jako ostatni „łańcuszek ogniwa”, bo inaczej nie ruszy Jerycho. No i zaczęło się niełatwe realizowanie podjętego zobowiązania. Na szczęście z budzikiem i Szóstakiem jakoś dawałem radę, czasem lepiej,czasem gorzej. Potem jeszcze ze dwa razy w odstępach kilkutygodniowych podobne wyzwania. I już zaczęło się robić 5-7% ale tylko przez 7 dni. Przybywało też intencji do modlitwy orędowniczej za przyczyną św. Szarbela i czując się jakoś za to odpowiedzialny omadlałem kolejne. No i ostatnie 3 tygodnie to „jazda bez trzymanki” – Nowenna Pompejańska. Jestem prawie w połowie i mam nadzieję dotrwać do końca. I o dziwo ofiarując tę czasową dziesięcinę, nie brakuje mi wcale czasu na inne sprawy (tzn. nie brakuje bardziej niż przedtem). Z pożytkiem potrafię też wykorzystać czas jazdy do i z pracy, w naszych wrocławskich korkach. A modlitwa łagodzi obyczaje nawet takiego nerwowego kierowcy jak ja. Chwała więc Panu!

ŁuK (27.10.2023)

Po raz kolejny rekolekcje w Lewinie, dzięki inspirującym konferencjom ks. Rajmunda Pietkiewicza, były niezapomnianym doświadczeniem - możliwością nawiązania głębszych relacji z Bogiem i innymi uczestnikami. Mądrość mówcy oraz otwartość innych uczestników wzmocniły moją wiarę i pozostawiły niezatarte wspomnienia. Poza tym codzienny kontakt z pięknem natury, cudowna pogoda oraz spędzany czas wolny , który wypełniony był wspólnymi działaniami i rozgrywkami sportowymi, jeszcze bardziej przybliżyło nas do siebie. W naszych sercach zrodziło się pragnienie, abyśmy utworzyli wspólnotę, która mogłaby się spotykać przez cały rok, a nie tylko podczas kolejnych rekolekcji.

Marcin K.

Rekolekcje to dla mnie czas refleksji duchowej i modlitwy. Spędziłam go w otoczeniu przyjaciół i natury, co umocniło moje relacje z Bogiem. To doświadczenie pomogło mi głębiej zrozumieć siebie i swoją wiarę. Rekolekcje pozostawiły trwały ślad w moim sercu i umożliwiły rozwijanie duchowej drogi.

Weronika K. 

Podczas ostatnich rekolekcji w Lewinie doświadczyłem niezwykłej atmosfery, gdzie mogłem być otwarty i swobodnie rozmawiać. Kleryk Aksel, który nam towarzyszył , stworzył w czasie naszych rozmów ciepłą i pełną zrozumienia atmosferę.. To doświadczenie pomogło mi lepiej poznać siebie i Boga w Trójcy Jedynego oraz zastanowić się nad sensem życia. Dodatkowo, w wolnym czasie chodziliśmy z księdzem na siłownię, gdzie ćwiczyliśmy kalistenikę. Polecam wszystkim kolejne rekolekcje jako czas na duchowy rozwój, budowanie relacji z innymi i dbanie o zdrowie fizyczne, bo nie brakowało tutaj różnych sportowych konkurencji, w których mogłem sprawdzić swoją kondycję. Wyjeżdżałem z Lewina z poczuciem niedosytu, ale i z przekonaniem, że za rok znowu się tu wszyscy spotkamy.

Norbert K.

Tego roku po raz już drugi pojechałam do Lewina. Podczas rekolekcji poszłam na uwielbienie , ponieważ miałam wrażenie, że coś mnie tam woła. Gdy już uczestniczyłam w tej modlitwie, czułam się inaczej niż zwykle. Moje serc wypełniło ciepło i to było wspaniałe uczucie, którego do tej pory nie doznałam. Oprócz tego bardzo podobały mi się małe grupki, podczas których można się było otworzyć, porozmawiać o wszystkim , jak również pośmiać. Podsumowując te rekolekcje, z ciekawie wypełnionym czasem wolnym, pełnym radosnych chwil i dobrej zabawy, muszę przyznać, że był to dla mnie wspaniale przeżyty, miły czas, spędzony z różnymi osobami. 

Natalia W.

Odwiedzam Lewin od 12 lat i co roku cieszę się na myśl o powrocie na te rodzinne rekolekcje. Jednak tym razem było to zupełnie inne doświadczenie. Po raz pierwszy byłem otwarty na udział w grupach i śmiało wyrażałem swoje myśli. Zwykle miałem pewne opory wobec grup i niechęć do uczestnictwa w nich. Jednak w tym roku grupy i konferencje przyciągnęły mnie do siebie. Byłem częścią zespołu skupionego wokół Jezusa, a prowadzonego doskonale przez Kleryka Aksela, który sprawił, że czekałem z niecierpliwością na kolejne spotkania. Omawialiśmy różnorodne tematy, wszyscy byliśmy otwarci i skłonni do rozmowy, a nawet odkryliśmy wspólne pasje, które podtrzymywaliśmy, uczęszczając razem na treningi. Przed każdym z nich odmawialiśmy modlitwę, a na zakończenie dziękowaliśmy Bogu za czas spędzony razem z ludźmi, z którymi łączą nas te same zainteresowania. W trakcie tych spotkań poczułem, że kleryk Aksel doskonale nas rozumie. Jego przykłady nawiązywały do naszej wspólnej pasji, do ćwiczeń, co pomagało nam lepiej pojąć omawiane zagadnienia. Każdego dnia czekałem i cieszyłem się na udział w grupach i konferencjach, podczas których uważnie słuchałem, analizując każde słowo. Na jednej z nich szczególnie zapadło mi w pamięć co powiedział o. Tomasz na temat przyjaźni. Przedstawił On trzy różne przykłady. Pierwszy to niedojrzała, egoistyczna przyjaźń między Timonem i Pumbą a Simbą, symbolizująca przyjaźń jako zabawę i brak zmartwień. Kiedy Simba poznał Nale, przyjaciele Simby poczuli zazdrość i próbowali go zatrzymać dla siebie. Drugi przykład to bardziej dojrzała przyjaźń, między Szrekem a Osłem. Osioł zawsze pomagał Szrekowi bez względu na okoliczności i razem wyruszył w podróż, ryzykując nawet życiem, aby uratować Fionę, ponieważ Osioł wiedział, że Szrekowi zależy na jej bezpieczeństwie. Ostatni przykład to toksyczna przyjaźń między Palpatinem a Anakinem, gdzie Palpatin chciał zdominować Anakina dla własnych celów. Wg mnie  poruszane zagadnienia były bardzo ważne - bym wchodząc w dorosłe życie, dojrzale przeżywał relacje z drugim człowiekiem.  Rekolekcje w Lewinie były dla mnie niezwykłym przeżyciem i z niecierpliwością czekam na kolejne.

Adrian K.

Lewin był dla mnie czasem wyczekiwanym, pełnym pokoju i radości. Boży czas wypełniony piękną modlitwą, wartościowymi treściami, ubogacającymi rozmowami. Jestem bardzo wdzięczna za ten wyjazd, za owoce, za doświadczenie, za tych ludzi!

Hania K.

Lewin to dla mnie czas tak zwyczajnie dobry, gdyż mogłam poczuć prawdziwy spokój, radość i odnowić relacje z Bogiem. Uwielbiam ludzi, od których bije Boża energia oraz spacerki z widokami pokazującymi mi jak piękny jest ten świat. Dużo dał mi również czas spędzony na konferencjach, rozmowy w małych grupkach, dzięki czemu poczułam się tak naprawdę częścią tej tak zwanej Rodziny Bożej. Dziękuję za to.  

Kasia J.

Kochani chciałbym się z wami podzielić, jak obecnie Bóg działa w moim życiu, aby mnie uzdrawiać i przemieniać moje serce, abym stawała się lepszym człowiekiem pełnym wiary i Ducha Świętego i niosącym miłość Jezusa. "Jezus wzywa mnie do służenia nie dlatego, że inni potrzebują mojej posługi. Robi to z powodu tego, co dzieje się ze mną, kiedy służę". John Ortberg. Jezus uzdolnił i powołał mnie do służby we Wspólnocie już na początku jej zawiązania. Powołał mnie do służenia Jego miłością w diakonii gościnności, agape. Obecnie jestem animatorem w formacjach wspólnoty, posługuję pisząc intencje omadlające urodziny i imieniny członków i sympatyków wspólnoty, posługuję podczas mszy świętej o uzdrowienie za wstawiennictwem św. Szarbela przygotowując otrzymane od parafian intencje modlitewne dla kapłana. Jestem tam gdzie potrzeba i mogę być w danej chwili, pomagając np. diakonii muzycznej w rozkładaniu i składaniu sprzętu muzycznego. Otwieram się na nowe posługi i mam w tym radość, pokój serca i otrzymuję od Pana potrzebne siły. Dzięki Łasce Pana miałam radość posługiwać jako świadek parafialny przy sakramencie bierzmowania w parafii do której należę. "lecz ci, co zaufali Panu, odzyskują siły, otrzymują skrzydła jak orły: biegną bez zmęczenia, bez znużenia idą". Iz 40,31 Pan otworzył mnie na drugiego człowieka, uzdrowił i nadał przemienia moje serce aby było gotowe na służbę człowiekowi, na niesienie Bożej miłości tam gdzie Pan chce mnie posłać. Podczas tegorocznego wylania darów Ducha Świętego w Sanktuarium Matki Bożej Łaskawej we Wrocławiu, podczas modlitwy wstawienniczej w której poprosiłam o odwagę w służbie i zaufanie Bogu, otrzymałam słowa "Effata, to znaczy: Otwórz się!” (Mk 7,34) "Odwagi Ja Jestem, nie bój się"(Mt 14,27), "Jam zwyciężył świat"(J 16,33), "Jesteś moją umiłowaną córką"( Jr 31,3),"Kocham Cię – mówi Pan"(Iz 54, 10). I te słowa wypełniają się w moim życiu zarówno we wspólnocie gdzie wchodzę w nowe posługi, jak i w rodzinie gdzie jestem żoną i mamą, oraz wszędzie tam gdzie jestem pośród ludzi w różnych relacjach. Jezus pokazuje mi, że relacje są najważniejsze, że w relacjach jest radość i wspólne obdarowywanie się prostymi gestami miłości. Zawszę mogę dać to co mam, mogę dać uśmiech, przytulić, dać swoją obecność, po prostu być i dać swoją uwagę, swój czas, mogę wysłuchać drugiego człowieka, porozmawiać, wesprzeć dobrym budującym słowem. Pan pokazuje mi, że obdarowując drugiego człowieka miłością, jestem tą miłością obdarowywana. Zrozumiałam, że tylko w relacji jestem w stanie poznać i zobaczyć siebie w prawdzie, przyglądając się sobie i swoim reakcjom. W relacji z drugiem człowiekiem wyrażam siebie, swoje pragnienia, emocje, to o myślę i czuję, to co lubię i to czego chcę i jak przeżywam swoją wiarę. Służba mnie ubogaca, przybliża do Boga i ludzi. Powoduje, że wzrastam w wierze, staję się bardziej łagodna, śmiała i odważna. Zauważam potrzeby drugiego człowieka. Każdy jest dla mnie ważny i wartościowy, tak jak i ja jestem ważna i wartościowa w oczach Boga. Zawiązuję nowe znajomości, relacje i przyjaźnie. Odkrywam bogactwo i piękno drugiego człowieka, który jest dla mnie darem od Boga. Bogu nie przeszkadzają moje ograniczenia, wady i słabości aby się mną posłużyć aby Jego chwała się objawiła po przez takie kruche i małe narzędzie jakim jestem. "Moc bowiem w słabości się doskonali"(2 Kor 12, 7-10). Jestem świadoma, że Bóg kocha mnie i się mną cieszy kiedy ja mam radość w sobie i kiedy mu służę i niosę tą radość dalej moim braciom i siostrom. Po przez moją posługę Bóg dokonuje Swoje dzieła miłosierdzia i ubogaca wszystkie swoje dzieci. Jeszcze 6 lat temu byłam nieśmiałą osobą, nie akceptującą siebie, tego jaka jestem i jak wyglądam. Słowem wypowiadanym niszczyłam a nie budowałam. Byłam wyniosła i egoistycznie zapatrzona w siebie, zapatrzona w swoje potrzeby, chciejstwa i korzyści, w swoje wady, słabości i grzechy. Byłam poranioną osobą, nierozumiejącą swoich emocji, swoich potrzeb, nie wiedziałam konkretnie czego chce, nie potrafiłam określić swoich celów i nie znałam swojej wartości. Paraliżował mnie lęk przed opinią ludzką, oceną i krytyką. Pan to przemienił i dalej nieustannie przemienia a ja się tej przemianie poddaje, oddając wszystko to co mnie oddziela od Boga w Jego miłosierdzie. Dlatego Jezus zaprasza mnie do służby, do służby miłości w Jego owczarni. Sam Jezus pokazuję mi drogę i mówi, że nie przyszedł tu na świat żeby mu służono ale po to aby służyć i dać okup za wielu, za nas wszystkich, za mnie (Mk 10,45). Dziś mam pragnienie aby prowadził mnie przez życie Duch Święty. Zrozumiałam, że receptą na służbę jest wytrwałość i życie w Duchu Świętym i prawdzie. Jezus mówi „Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Trwajcie w miłości mojej!” (J 15,9) . Więc staram się trwać i trwam, każdego dnia jestem przy słowie Bożym, żyję sakramentami świętymi, Eucharystią, spowiedzią, komunią świętą, trwam w modlitwie, jestem we wspólnocie wśród ludzi wierzących i z radością pełnię powierzone mi posługi, buduję relacje. Trwam w Jezusie jak gałązka w krzewie winnym ponieważ Jezus mówi że „beze Mnie nic nie możecie uczycnić” (J 15, 1-5). Trzeba mi wzrastać u Boga i u ludzi. Mam być wytrwała i świadoma tego, i akceptować to, że przeszkody i trudności będą, bo tak mówi słowo Boże i że trud i wysiłek jest wpisany w normalne życie ludzkie. Takie było życie Jezusa tu na ziemi, był czas radości, czas światła, czas boleści i czas chwały. Jezus jest moim Panem i nauczycielem, a ja idę za Jego nauką, taką podjęłam w sercu decyzję i mam daną obietnicę, że „kto wytrwa do końca będzie zbawiony” (Mt 24, 13). Słowo Boże to mój przewodnik życia, drogowskaz jak żyć aby być radosną, spełnioną osobą i jak prowadzić innych do Jezusa. Celem mojego życia jest Zbawienie, a drogą do zbawienia jest miłość i służba. Motywacją do działania jest odkrywanie każdego dnia tego, co Bóg złożył we mnie, kim jestem, jaka jest prawda o mnie, jaki wspaniały plan ma na mnie Bóg, co potrafię, jakie dary i talenty mi dał, jak chce się mną posługiwać, do czego mnie uzdolnił. Chcę to widzieć i żyć tym każdego dnia. Chcę odkrywać jak wspaniałe życie przygotował dla mnie Bóg, bo Pan jest hojnym dawcą i pragnie dla mnie życia w obfitości. Pamiętam 6 lat temu podczas rekolekcji kerygmatycznych pt. "Spotkać Jezusa" kiedy nastąpiło moje nawrócenie i uzdrowienie (z zaburzeń odżywiania z choroby bulimii na którą chorowałam ponad 22 lata mojego życia), pamiętam moment gdy podchodziłam do kapłana z kartką w ręku pełną moich grzechów aby oddać je Jezusowi, usłyszałam słowa od świętej pamięci Ojca Andrzeja Smołki, abym patrzyła się na Jezusa, na Krzyż. Mocno te słowa wyryły się w moim sercu. Zrozumiałam, że mój wzrok ma być wpatrzony w Jezusowy Krzyż, niezależnie od sytuacji i okoliczności jakie się w moim życiu dzieją. Czy jest mi trudno, czy radośnie mój wzrok ma być skupiony zawsze na Bogu, a nie na sobie, na mojej słabości, grzechach, ograniczeniach i lękach. Bo z Krzyża bije życie, prawda, miłość, pokój, obfitość, mądrość, pokrzepienie, radość, cichość, pokora, spełnienie, siła do służby, chęć do życia, chęć do działania, sens i cel życia, wiara, zbawienie. Wszystkie moje źródła są w Jezusie, w Krzyżu Jezusa. Słowo Boże mówi "Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie" (Mt 11,28). Zainspirowana również słowami Abp. Fultona J. Sheena który powiedział , że "Skupienie na Bogu to jedyne rozwiązanie zagadki naszego życia" życzę wam wszystkim czytającym to świadectwo i sobie również, abyśmy zawsze byli skupieni na Bogu, na Jego Miłosierdziu i zapatrzeni w Jezusowy Krzyż.

Anna H. (21.06.2023)

"Chciałam się podzielić tym, co czułam w trakcie dzisiejszego nabożeństwa. Tak właśnie powinna odbywać się modlitwa do Miłosierdzia Bożego... Wyjątkowa modlitwa ks. Mariusza i tak odmawiana Koronka poruszyła całe moje wnętrze... Polały się łzy wzruszenia... piękny śpiew, wielkie emocje otoczone delikatnymi dźwiękami, coś pięknego... Cieszę się, że byłam, poczułam się jak dziecko w bezpiecznych ramionach. Trudno mi opisać słowami jak bardzo mi się podobało... Żadne słowa nie oddadzą tego, jak wiele chciałabym przekazać... I tego co w głębi czuję. Dla mnie to przykład jak wiele można dobra czynić w tych niełatwych czasach."

Karolina (16.04.2023)

Mam na imię Lucyna, jestem ukochaną córką Boga Ojca chciałam podzielić się swoim świadectwem dotyczącym należenia do wspólnoty Źródło Łaski. Moja obecność we wspólnocie jest owocem ostatniego kursu ewangelizacyjnego w naszej parafii w maju 2021 roku. Zawsze byłam osobą wierzącą, ale nigdy wcześniej nie doświadczyłam namacalnie miłości żyjącego Boga. Bóg był kimś dalekim do kogo się modliłam, ale nie oczekiwałam odpowiedzi. Nawróciłam się po wysłuchaniu konferencji na YouTube pewnego zakonnika. Jezus dotknął mego serca i zaczęłam czytać Pismo Święte, które do tej pory kurzyło się na półce, częściej uczestniczyć w Eucharystii, słuchać konferencji, szukać książek, które przybliżyłyby mi Boga, którego tak naprawdę nie znałam. Na kurs zaprosiła mnie jedna z sióstr, należąca do Źródła Łaski. Muszę jednak dodać, że Jezus już wcześniej zapraszał mnie do wspólnoty, ale zawsze pojawiały się jakieś trudności. Duch Święty nie poddawał się i skoro ja nie słuchałam, posłużył się osobą, która była wsłuchana w Jego głos. Podczas kursu, Jezus przemienił mnie tak, jak powiedział przez proroka Ezechiela w rozdziale 36 wersie 26 : „I dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza, odbiorę wam serce kamienne , a dam wam serce z ciała.” Trudno mi opisać co się ze mną działo, wszystkie konferencje i świadectwa głęboko zapadły w moje serce. Nie byłam jednak przekonana do pozostania we wspólnocie. Myślałam, w swojej pysze, że sama będę w stanie pogłębiać swoją relację z Jezusem. Tak myślałam jeszcze przed Eucharystią, w niedzielę, w ostatni dzień kursu i zadawałam sobie i Jezusowi pytanie „ Po co mi wspólnota?” . Pan odpowiedział na to pytanie, w niedzielnej homilii wygłoszonej przez kapłana. Usłyszałam skierowane do mnie słowa, abym to ja dała siebie i coś z siebie, wspólnocie ( jestem niepełnosprawna, fizycznie niewiele mogę, ale zaufałam Panu, że jest coś co mogę dać, choćby swój czas ). Od tamtej pory często przekonuję się, że gdy jestem ofiarna, Jezus zsyła na mnie dwakroć więcej łask, bo jak pisze święty Paweł w 2 liście do Koryntian w rozdziale 9 w wersie 6: „… kto skąpo sieje, ten skąpo i zbiera, kto zaś hojnie sieje, ten hojnie też zbierać będzie”. Źródło Łaski to moja rodzina, będąc w niej zrozumiałam słowa Jezusa z Ewangelii Św. Marka rozdział 3 wers 34: „Oto moja matka i moi bracia …” . Nie neguję istnienia mojej własnej rodziny, która kochana i wymodlona, ale ta „nowa” w pewnym sensie wyrasta ponad tamtą. Głową tej nowej jest Jezus Chrystus, dla niego żyjemy, dla niego wypełniamy przykazania i tu najpełniej objawia się czy wypełniamy to najważniejsze przykazanie o miłości, czy to tylko martwy przepis. Nigdzie nie doświadczyłam takiej miłości bliźniego jak tu. Wspólnie przeżywamy nasze problemy, choroby, rozstania. Wspólnie troszczymy się o to, aby nie upaść, a gdy to się zdarzy, mocą Chrystusa wspólnie podnosimy się i wspólnie modlimy się o światło Ducha Świętego. Nosimy wspólnie nasze troski, bo komu jak nie siostrom i braciom powiem o chwilach, gdy ból doprowadza do pytania : „Po co żyć”, gdy bliska osoba cierpi, a my fizycznie nie możemy pomóc, jak płakać przy niej, jak okazać swoje cierpienie. Wiem, że nie muszę tego wszystkiego co mnie spotyka dźwigać sama, zawsze jest ze mną Jezus i to z Jego mocą i wsparciem sióstr i braci dźwigam mój codzienny Krzyż. Kto jak nie wspólnota będzie tak szaleńczo radować się z miłości jaką obdarza nas Pan. To tu na spotkaniach Źródła Łaski spotykam Jezusa zgodnie z tym, co powiedział w ewangelii Mateusza rozdz.18 wers 20 : „ Gdzie dwóch albo trzech zgromadzi się w Moje imię, tam jestem pośród nich”. Będąc częścią wspólnoty spotykam ludzi, którzy pomagają pogłębiać mi moją relację z Jezusem, wzrastać w wierze, budować kościół i zmieniać go, aby prawdziwie był ciałem Chrystusa.

Lucyna P. (10.2022r.)

Świadectwo spisuję na Chwałę Bożą, aby zaświadczyć, że Bóg Jest "Jestem Który, Jestem" Ks.Wj. 3-14, że Jezus jest synem Boga Żywego "Syn Boga Żywego" Mt 16-16 czyni cuda dziś, i że "dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego" Łk 1-37, aby zaświadczyć o miłości Boga do człowieka "Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony". J 3, 16-17. Nazywam sią Ania i jestem żoną oraz mamą dwóch córeczek, 13 letniej i 2 letniej. Boga Żywego spotkałam 4 lata temu podczas weekendowych rekolekcji kerygmatycznych zatytułowanych "Spotkać Jezusa" które odbyły się w Parafii Św. Kazimierza Królewicza we Wrocławiu. Wtedy też nastąpił proces mojego nawrócenia. Pochodzę z rodziny tak zwanej "wierzącej niepraktykującej". Zostałam ochrzczona, przystąpiłam do I Komunii Świętej, a sakrament Bierzmowania przyjęła w tym samym roku co sakrament Ślubu. Natomiast nikt mi Boga nie pokazał, nie wskazał, nie prowadził w wierze. Do kościoła i spowiedzi świętej uczęszczałam sporadycznie, właściwie od święta i innych uroczystości. Byłam daleko od Boga i kościoła i tak szłam przez życie szukając szczęścia po swojemu, bo gdzieś wewnątrz siebie odczuwałam pustkę, smutek i tęsknotę za prawdziwą miłością. W moim życiu przed spotkaniem z Bogiem wiele się wydarzyło. W tle mojego dorastania pojawiały się wróżby, horoskopy, karty tarota, korzystałam z bioenergoterapeuty, akupunktury itp. Poruszałam się w tematyce okultyzmu, new-age, samouzdrawiania, pozytywnego myślenia i nie zdawałam sobie sprawy, że jest to złe i otwiera na zło. Chorowałam na zaburzenia odżywiania bulimię od około 16 roku życia i tak przez kolejne 22 lata. Ukrywałam chorobę przed rodzicami, znajomymi, lekarzami dosłownie przed wszystkimi ze wstydu i to życie w kłamstwie było dla mnie dodatkowym ciężarem. Byłam egoistycznie chorobliwie zapatrzona w siebie gdzie moje życie kręciło się wokół wyglądu, figury, utrzymywania za wszelką cenę szczupłego ciała. Nie zauważałam potrzeb innych bliskich mi osób, ważne były moje potrzeby, moje zadowolenie, moja wygoda, moje chciejstwo, mój wygląd. Nie potrafiłam budować relacji opartych na miłości i trosce o drugiego człowieka. Nie potrafiłam dawać siebie innym, swojego czasu i uwagi tyle ile powinnam. I nie zauważałam tego, dopiero teraz z perspektywy czasu dzięki łasce Bożej mogę dostrzec, że poranienia jakie w sobie nosiłam to powodowały. Tuż przed ślubem wypadły mi włosy z powodu choroby łysienia plackowatego. Wtedy też zaczęłam częściej sięgać po alkohol, czułam się gorsza, niewartościowa, pojawiły się lęki przed opinią ludzką, relacje z ludźmi zaczęły mnie paraliżować bo byłam skupiona na tym, że noszę perukę. Natomiast miesiąc przed moim nawróceniem przeżyłam rozpacz i ból ponieważ poroniłam dziecko będąc w 3 miesiącu ciąży. Dziś wiem, że do Jezusa doprowadziła mnie Matka Boża Maryja poprzez różaniec a konkretnie odmawianie nowenny pompejańskiej na którą natrafiłam przypadkiem oglądając filmiki księdza Piotra Glasa. Utwierdziłam się w tym jeszcze bardziej, że Matka Boża była ze mną już wcześniej i czuwała nade mną, kiedy przez przypadek już po nawróceniu odnalazłam dyplomik Rycerstwa Niepokalanej i okazało się, że 32 lata temu oddałam się Rycerstwu Niepokalanej jako 10 letnia dziewczyna w uroczystość rocznicy I Komunii Świętej i właściwie na tym oddaniu skończyła się moja obecność w kościele i droga do Boga. Dosłownie dzień po ukończeniu 54 dniowej modlitwy nowenny pompejańskiej poszłam do kościoła na mszę świętą z modlitwą o uzdrowienie a następnie wzięłam udział w rekolekcjach kerygmatycznych podczas których spotkałam Boga Żywego. Po raz pierwszy uznałam Jezusa jako mojego Pana i Zbawiciela. Doświadczyłam pierwszy raz w życiu spoczynku w Duchu Świętym, tak namacalnie, fizycznie podczas którego zostałam napełniona miłością spokojem i stanem błogości niedoopisania. Leżałam na podłodze kaplicy i czułam jak napełnia się mój brzuch i klatka piersiowa taką błogością, takim przyjemnym odczuciem, spokojem. W pewnym momencie ocknęłam się i dosłownie jak pokraka nieporadnie wstałam. Zobaczyłam po sobie mokrą plamę w okolicy głowy, pleców i miednicy. Łzy zaczęły napływać mi do oczu strumieniami, takie łzy spokoju których nie potrafiłam opanować a moje ciało drżało, nie mogłam nic powiedzieć, nie mogłam wydusić z siebie żadnego słowa, jakby zamilkłam. Jednocześnie miałam poczucie niesamowitej niedoopisania miłości, że jestem kochana przez Jezusa mimo mojej grzeszności, że Jezus za mnie osobiście umarł, za moje grzechy i te grzechy już zabrał. Jezus swoją miłością dokonał cudu uzdrowienia mnie z choroby bulimii dosłownie w jednej chwili. On odpuszcza wszystkie twoje winy, On leczy wszystkie twe niemoce. Ps 103,3 Duch Święty przyszedł do mnie z prawdą o mnie o mojej grzeszności i zaczełam odczuwać przeszywający ból i zaczęłam bardzo żałować, że w małżeństwo weszłam z grzechami ciężkimi, że zatajałam przy spowiedzi przedślubnej współżycie przed ślubem i mieszkanie razem z przyszłym mężem. Nie zdawałam sobie wtedy sprawy z tego, że śmiertelnie grzeszę. Przystąpiłam do spowiedzi generalnej z prawie całego dotychczasowego życia, po której poczułam niesamowitą ulgę, oczyszczenie i pokój w sercu. Zmieniło się moje podejście do spowiedzi świętej, teraz wiem, że jest to stanięcie w prawdzie o sobie samej przed Jezusem miłosiernym i przebaczającym. Nastąpił proces mojego nawrócenia. Po spotkaniu Jezusa i doświadczenia Jego miłości już nie mogę za nim nie iść, w sercu powstało pragnienie podążania za Jego miłością. Zrozumiałam z Ducha Świętego, że Jezus umarł za mnie, za moje grzechy abym mogła żyć wiecznie w Królestwie Bożym w niebie i miała życie wieczne i abym już tu na ziemi mogła żyć w szczęściu i miłości i aby królestwo Boże było we mnie i pośród mnie. Słowo Boże mówi, że mam wpierw szukać królestwa Bożego a wszystko inne będzie dodane. Powstaje również pragnienie dzielenia się aby inni mogli też doświadczyć tej miłości i zrozumieć, że idziemy wszyscy do nieba, że celem życia tu na ziemi jest zbawienie i życie wieczne w Bożej obecności, w Bożej Miłości. Zmieniło się moje myślenie i postrzeganie tego ziemskiego świata który coraz mniejsze zaczął mieć dla mnie znaczenie. Zaczęłam dostrzegać kłamstwa tego świata w jakie wierzyłam i jakie istnieją w świecie i jak zły wszystkich zwodzi swoimi kłamstwami. Zrozumiałam, że nawrócenie to ciągły proces zmiany postawy serca, ciągły proces pracy nad sobą aby stawać się lepszą osobą, to ciągły proces zmiany wartości, zmiany myślenia i przyszło zrozumienie w sercu, że sama z siebie nic nie mogę, że sama z siebie często błądzę i wybieram nieprawidłowe drogi i że jestem zależna jak dziecko od Boga i że wszystko jest łaską daną mi od Boga. Zapragnęłam żyć prawdą, zapragnęłam zmiany w życiu, zapragnęłam aby Jezus był obecny w moim życiu, zapragnęłam podążać za Jego miłością, zapragnęłam kochać i być kochaną i wiedziałam, że tylko w Jezusie jest to możliwie bo zrozumiałam, że jestem ukochaną i umiłowaną córką Boga. Bóg postawił na mojej drodze życia Wspólnotę Źródło Łaski, do której należę i w której wzrastam w wierze, poznaję Bożych wierzących ludzi, zyskuję przyjaciół którzy podążają za Jezusem i od których otrzymuję wsparcie i zrozumienie. Razem ze Wspólnotą zawierzyłam się Jezusowi przez Maryję i co roku ponawiam to zawierzenie. Biorę udział w rekolekcjach, czytam książki o tematyce religijnej. Modlę się bo modlitwa przynosi mi pokój serca, żyję sakramentami świętymi spowiedzią, komunią, eucharystią aby być coraz bliżej Boga. Czytam i rozważam słowo Boże aby budować relację z Bogiem, aby poznawać Boga, Jego miłość. Modlę się do Ducha Świętego, aby mnie prowadził przez Słowo Boże, wyjaśniał co Bóg chce mi powiedzieć, bo Bóg mówi i pragnie relacji, więzi, mojej odpowiedzi na Jego miłość. Bóg pragnie abym potrafiła kochać, przyjmować miłość i dzielić się tą miłością. Duch Święty poprzez słowo Boże pokazuje prawdę o mnie, o moim postępowaniu, czynach, objaśnia moje życie. Pokazuje, którą drogą mam iść, co jest ważne dla mojego wzrostu duchowego. W świetle słowa Bożego zobaczyłam wyraźniej swoją grzeszność, nicość, marność, nędzę i zobaczyłam, że żyjąc bez Boga byłam egoistką chorobliwe zapatrzoną w siebie, dążącą do zaspokajania swoich potrzeb, wygód, oczekiwań, chciejstw i nie liczącą się z potrzebami innych. Zobaczyłam swoją próżność, zobaczyłam egoistyczną miłość własną i że mało w tym było miłości i troski o innych ludzi. Dlatego pragnę wzrastać w wierze aby stawać się lepszą, kochającą miłością Jezusa innych ludzi i pragnę aby moja rodzina też podążała tą drogą. I choć jest inaczej i są na tej drodze trudności to wierzę Słowu Bożemu, które mówi: Wierz w Pana Jezusa Chrystusa, a będziesz zbawiony ty i dom twój. Dz.Ap. 16,31. Dziś wiem, że być uczniem Jezusa to rozumieć sercem również to, że w moich cierpieniach, trudnościach, słabościach, niemocy działa Bóg i je przemienia. Bóg mówi Wystarczy ci mojej łaski, moc bowiem w słabości się doskonali. 2 L.Kor.12-9 Dlatego mam ufać jak dziecko, że Bóg nigdy mnie nie opuszcza, nie zostawia w tych trudnościach ale pomaga mi przez nie przejść i nich dojrzewać i przezwyciężać je. Bóg powiedział do mnie o tym w swoim słowie niejednokrotnie Czy może Matka zapomnieć o dziecku swego łona? Nawet gdyby ona zapomniała ja nigdy nie zapomnę o Tobie.Iz 49,15. Te słowa otrzymałam na kursie Nowe Życie 3 lata temu i ponownie w tym roku podczas kursu ‘Siedem Źródeł” zorganizowanych przez wspólnotę do której należę. Świadomość tego, że Bóg jest zawsze ze mną i kocha mnie dodaje sił i nadziei na kolejny dzień, podnosi z upadków, daje poczucie sensu życia. Jezus uzupełnia swoją miłością wszystkie moje braki, niedomagania i leczy rany w moim sercu. Po raz kolejny przekonałam się, że dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego. Łk 1-37 kiedy to Bóg pobłogosławił mi córeczką, którą urodziłam w 31 tygodniu ciąży w dzień matki 26 maja. Choć córeczka urodziła się o 2 miesiące wcześniej jako wcześniak z rozpoznaniem niewydolności oddechowej noworodka, średniego stopnia zamartwicy urodzeniowej i retinopatii wcześniaczej, to w szybkim tempie pokonała rozpoznane diagnozy lekarskie i w dniu dzisiejszym jest zdrową normalnie rozwijającą się dziewczynką. Dlatego zachęcam do podążania drogą wiary, drogą która prowadzi do życia wiecznego. Zachęcam do odmawiania różańca, który przynosi mi osobiście pokój serca, zachęcam do odmawiania nowenny pompejańskiej, która jest naprawdę modlitwą skuteczną, czego przykładem jest moje uzdrowienie, które wyprosiła dla mnie Maryja. Otrzymałam łaskę nawrócenia, wiary, prawdy o mojej grzeszności, spotkałam Jezusa i teraz podążam za Jego nauką i miłością. Zachęcam do zawierzenia się Jezusowi przez Maryję, bo to jest najpewniejsza droga do Jezusa. Maryja jest cała napełniona Duchem Świętym, jest czułością samego Boga. Czuwa nad nami, otacza opieką i matczyną miłością i chroni przed złym. Maryja jest tą, która prowadzi do Jezusa. Do Jezusa, który żyje. Jest wśród nas, uzdrawia nas z chorób, uwalnia ze zniewoleń i nałogów, przemienia nasze życie. Troszczy się o nas i nas kocha a my jesteśmy Jego dziećmi ukochanymi, każde z osobna kocha miłosierną miłością bezwarunkową niezgłębioną i nie może przestać kochać i tą miłością przyciąga do siebie. Takiego Boga spotkałam i takiego Boga poznaję, Boga który jest Bogiem dobrym, łagodnym, łaskawym, miłosiernym i nieskorym do gniewu i wiernym spełniającym swoje obietnice, a więc "powierz Panu swoją drogę i zaufaj Mu. On sam będzie działał" Ps 37-5.

Anna H. (09.2021r.)

Niech będzie pochwalony Jezus! Pragnę złożyć świadectwo działania Boga, który uzdrawia również dziś. W drugim dniu rekolekcji bardzo bolał mnie brzuch, było mi słabo, podzieliłam się nawet tą informacją z kilkoma osobami ze wspólnoty. Wieczorem, gdy padło słowo poznania, że Pan Jezus uzdrawia osobę z bólu jelit, żołądka, chorób układu pokarmowego, poczułam ucisk w okolicy pępka, a następnie rozchodzące się ciepło i ból natychmiast ustąpił. Następnego dnia rano wzmocniona w wierze, stanęłam wraz z dziećmi do modlitwy wstawienniczej nad mężem, który od kilku dni cierpiał z powodu sztywności karku. Ogłosiłam uzdrowienie w Imieniu Jezusa Chrystusa. Zapadło słowo "amen" (z ust najmłodszej 14 miesięcznej córeczki) i mąż poczuł ciepło. Natychmiast wszelkie dolegliwości ustąpiły. Chwała Panu, który jest, który żyje i jest dobry cały czas!

Aleksandra K. (09.2021)

Lewin Kłodzki-Rekolekcje 2021 r. to czas i miejsce, gdzie niebo dotyka ziemi, gdzie człowiek dotyka nieba. Właśnie tutaj przeżyłam czas z Panem Bogiem za rękę, prowadził mnie, upominał z miłością, przytulał, dotykał, jak muśnięciem skrzydeł motyla, pocieszał, wypełniał swoim Świętym Duchem do granic możliwości. Dziś czuję się jak nowe naczynie wypełnione po brzegi Jego Łaską, bym trwała z Nim w jedności na dobry, a przede wszystkim ten trudny czas, chwile słabości, próby, walki duchowej. Jestem Bogiem silna, wiem to i czuję. Chwała Tobie, Panie!!! Na początku Pan Jezus wskazał mi grzech, który stanowił blokadę w pełnym zjednoczeniu się z Chrystusem w czasie tych rekolekcji, czułam, że Chce mnie od niego uwolnić, jeśli tylko otworzę się na Jego propozycję, to stanie się. Jezus wzbudził we mnie pragnienie uwolnienia się od tego grzechu w sakramencie Pokuty. Z jednej strony chciałam się uwolnić od tego złego uczucia, ciążyło mi, a z drugiej strony nie był to grzech ciężki w moim odczuciu, po prostu uczucie podparte jakąś zazdrością, zawiścią, niechęcią do kogoś, czegoś, ale Jezus wiedział lepiej, a ja ufam Mu bezgranicznie i nie chciałam, by cokolwiek mnie przed Nim blokowało i wtedy do czystego, otwartego serca Wszedł bardzo szybko i potem było już tylko piękniej. Widziałam działanie Ducha Świętego również w moim mężu, który chętnie i radośnie brał czynny udział w rekolekcjach, gdy miał chwilę słabości, to mnie Pan Bóg uzdalniał do cierpliwości. Pan Bóg dał nam czas wspólny, tylko dla nas, podczas konferencji, Adoracji, byśmy mogli oddać go Bogu, a On do nas mówił przez słowa Pisma Świętego, przez braci i siostry spotkane w czasie dzielenia w grupkach, w czasie Eucharystii, gdy mogliśmy przyjmować Jezusa do naszych serc, w Uwielbieniu Boga śpiewem, modlitwą, w "pieszej" modlitwie różańcowej po całym dniu, już w nocy po uśpionym Lewinie, po godzinach Uwielbienia, ostatkiem sił, nagrodzonej błogim snem nieprzerwanym niczym przez całą noc:) Moim wielkim pragnieniem było, aby Żywego Jezusa spotkały również nasze dzieci, ale Pan miał inny plan, On chciał, by spotkały Go przeze mnie i mojego męża, i wiem, że do tego powołuje nas Chrystus, napełniając nas swoimi Łaskami, o które tez prosiliśmy, a On nam je dał. Wróciliśmy do domu natchnieni i przepełnieni Duchem świętym, tak bardzo pragnę w tym stanie trwać i trwać i trwać, by w tym prozaicznym, przyziemnym życiu On wciąż trzymał mnie za rękę, bym już nigdy więcej nie upadła. Wracając z Lewina, nie mogliśmy słuchać i śpiewać innych pieśni, niż Uwielbienia Pana:), a podróż jeszcze nigdy nie upłynęła nam tak szybko i spokojnie w sercu:) Dziś w moim sercu, w mojej rodzinie i w moim domu panuje pokój, radość, wyciszenie, cierpliwość, dobroć, trwamy w stanie Uwielbienia Boga, ciszy, wzajemnego szacunki i miłości. Panie, Ty tchnąłeś w nas Twojego Świętego Ducha. Nie dozwól nigdy, by Go w nas zabrakło. Amen Ps. Wszystkich zachęcam z całego serca do uczestnictwa w rekolekcjach w Lewinie Kłodzkim, to będzie dla Was niezapomniany czas, piękny i owocny - CZAS BLISKOŚCI BOGA! J 8,12 "Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nigdy nie będzie chodził w ciemnościach, lecz będzie miał światło życia"

Agnieszka K. (08.2021)

Szczęść Boże, pragnę podzielić się tym jak Pan Bóg zadziałał w moim sercu podczas tegorocznych rekolekcji w Lewinie Kłodzkim. Podczas rekolekcji miałam taką przypadłość, że kiedy po wieczornej modlitwie poszłam odmówić różaniec na ulicy zaatakował mnie pies i ugryzł. Następnego dnia udałam się po śniadaniu do właściciela psa, aby pokazał mi książeczkę szczepień swojego pupila. Nie byłam wówczas na konferencji, przyszłam na sam jej koniec i usłyszała ostatnie 3-4 zdania. Jednak Bóg przygotował dla mnie inny rodzaj poznania, katechezę przez doświadczenie. Dotknął bardzo mojego serca podczas wizyty u właściciela psa. Mimo tego, że cierpiałam z powodu niedopilnowania przez mężczyznę swojego psa, nie czułam do niego żalu i złości. Poczułam za to niesamowitą miłość, rąbek miłości jaką Bóg Ojciec jego darzy. Pojawiło się uczucie smutku nad jego losem (mimo, że nie poznałam historii jego życia, mogłam tylko zobaczyć warunki w jakich żyje). Pan Jezus dał mi jakby wgląd w sytuację tego człowieka, w jego serce, pozwolił odczuć jego poranienie, ubóstwo. Pojawiły się łzy współczucia. Nie mogłam nad nimi zapanować, kiedy weszłam do sali konferencyjnej. Nawet kilka osób tam obecnych zapytało mnie czy potrzebuję pomocy. Nie umiałam początkowo tego wyjaśnić, zrozumieć. Wiedziałam jedno, że Pan Bóg działa. To były łzy Boże, łzy łaski, zapłakałam nad nim, nad jego sytuacją. To były łzy miłości, łzy które użyźniły glebę mojego serca. To było doświadczenie, które trudno opisać i ubrać w słowa. Wiedziałam tylko jedno, że jestem wdzięczna Bogu za łaskę tych łez i dotknięcie mojego serca. Parę dni później poprosiłam o. Romana o książkę Anny Kamieńskiej „8 x radość, czyli o ośmiu błogosławieństwach Kazania na Górze”, której tekst cytował podczas swojej konferencji. Chciałam przeczytać ją, zrobić sobie zdjęcia, aby móc powrócić do niej i jeszcze raz zatrzymać się nad treściami. I w niej przeczytałam następujące zdanie „Być miłosiernym to niekoniecznie zaraz robić coś wielkiego i nadzwyczajnego. To raczej – być spostrzegawczym i wrażliwym na ludzką biedę, zmęczenie, chorobę, krzywdę, smutek.” Pan Bóg pokazał mi, że ten stan, ta sytuacja, w której się znalazłam, to była łaska doświadczenia Bożego błogosławieństwa. „Błogosławieni, którzy płaczą, albowiem oni będą pocieszeni.” „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią.” Chwała Panu, niech będzie uwielbiony!

Aleksandra K. (08.2021)